Aktualności

Nr karty: 38161

Autor: brak

Tytuł: Elbląska Matka Boska Szafkowa

Data powstania: ok. 1400 r.

Wymiary: wysokość 160 cm

Technika, materiał: drewno polichromowane

Właściciel w chwili utraty: Elbląg-ewangelicki kościół Panny Maryi (przed Reformacją katolicki)

Sygnatura: St. Marien Elbing

Wśród tysięcy zaginionych w wyniku działań wojennych dzieł, zdarzają się takie obiekty, których zarówno historia przedwojenna jak i późniejsza mogłaby być przedmiotem wielowątkowej powieści. Do takiej grupy z pewnością należy Elbląska Madonna Szafkowa z początku XV w.

Jest to drewniana rzeźba ukazująca siedzącą na tronie Matkę Bożą, trzymającą na swoim prawym kolanie młodego Jezusa. Symetrycznie przez środek rzeźby biegnie wertykalne rozcięcie - linia sugerująca przerwę w drewnie, która nie jest pęknięciem, a została świadomie wykonana. Rzeźba jest bowiem otwierana i w środku kryje kolejne rzeźbiarsko  malarskie przedstawienie[1]. W środkowej rzeźbiarskiej scenie widać tronującego Boga Ojca trzymającego obiema rękami krucyfiks z figurą Jezusa. Taka scenę nazywa się w historii sztuki Tronem Łaski. Na wewnętrznej ścianie będącej jednocześnie płaszczem Marii widać grupę klęczących kilkudziesięciu osób, których wzrok i dłonie w geście modlitewnym skierowane są ku Bogu Ojcu i Matce Bożej. Zdecydowanie prezentowane osoby przedstawiają różne grupy społeczne. Najprawdopodobniej jedną z ukazanych postaci jest sam Dostojnik krzyżacki, a może nawet Wielki Mistrz. Tego typu temat przedstawienia nazywany jest Mater Misericordiae (łac.) czyli Madonna Płaszcza Opiekuńczego. Podobne przykłady Madonn to na przykład Madonna Szafkowa z Klonówki, znajdująca się w Muzeum Diecezjalnym w Pelplinie, Madonna z Lubiszewa czy Madonna z Sejn lub z paryskiego Musée Cluny.

Najprawdopodobniej typ madonny Szafkowej (niem. Schreinmadonna, fr. Vierge Ouvrante) powstał we Francji i rozprzestrzeniając się po całej Europie, na przełomie XIV i XV wieku dotarł Prus gdzie w kręgu Zakonu Krzyżackiego powstały dość podobne do siebie rzeźby[2].

Elbląska Matka Boska Szafkowa jest stratą wojenną, która mimo znanego miejsca przechowywania nadal nie wróciła do Polski. Przeniesiona w połowie XV wieku z kaplicy zamkowej do późniejszego kościoła ewangelickiego Panny Maryi (przed Reformacją był to kościół katolicki) stanowiła później środkową część Ołtarza. Pod koniec 1944 r. została wywieziona do sztolni w górach Harzu. Tu została odnaleziona przez gospodarza i przywieziona do katolickiego kościoła św. Elżbiety w miejscowości Vacha, w diecezji Fulda, Land Turyngia ze stolicą w Erfurcie  w Niemczech. Jedna z dwóch pozostałych figur Ołtarza, prezentująca św. Barbarę została odnaleziona, natomiast druga ukazująca Św. Marię Magdalenę uznawana jest za zaginioną. Pozostałe gotyckie wyposażenie kościoła NP Maryi znalazło się w katedrze elbląskiej decyzją władz państwowych z 1946 r. Tu należy wspomnieć, że gotyckie wyposażenie kościołów elbląskich zostało zdeponowane w okolicznych kościołach i w większości ocalało.

Elbląg nadal czeka na powrót wyjątkowej rzeźby jaką jest Madonna Szafkowa.


[1] Podobną rzeźbę, Madonnę Szafkowa z Klonówki można obejrzeć pod linkiem http://culture.pl/pl/dzielo/madonna-szafkowa-z-klonowki

[2] Więcej o funkcjach Madonn Szafkowych pod linkiem https://historia.org.pl/2016/10/02/wielofunkcyjnosc-i-mobilnosc-madonn-szafkowych-z-terenu-pomorza-wschodniego/

 

oprac. Marianna Otmianowska

Nr karty: 9595

Autor: Stradivardius Antoni z Cremony

Tytuł: Skrzypce Stradivariusa

Data powstania: 1719 r.

Właściciel w chwili utraty:  Fundacja im. Henryka Grohmana - Warszawa - Muzeum Narodowe

Niezwykle trudno jest szacować współczesną wartość utraconych przez Polskę podczas II wojny światowej dzieł sztuki. Są jednak takie obiekty, które w sposób jednoznaczny można określać jako bezcenne. Do tej grupy z pewnością należą Skrzypce Stradivariusa. Antonio Stradivari z Cremony (1644-1737) był jednym z najwybitniejszych lutników w historii naszej cywilizacji. Wielu twierdzi, że skrzypce jego autorstwa posiadają własną duszę. Ich brzmienie mimo upływu lat nigdy nie słabnie. Niektóre stradivariusy jak przyjęło się mówić na te skrzypce mają nawet swoje imiona. Jan Kubelik grał na "The Emperor", Eugene Ysay'e był właścicielem skrzypiec "Herkules", a Henryk Wieniawski posiadał instrument o nazwie "Sasserno".

W Polsce dwa egzemplarze skrzypiec Stradivardiego znajdowały się w kolekcji łódzkiego przemysłowca i mecenasa sztuki, Henryka Grohmana. W sporządzonym w 1904 r. testamencie Grohman zapisał jedne spadkobiercom, a drugie ofiarował swojemu przyjacielowi, Stanisławowi Barcewiczowi, dyrektorowi warszawskiej Akademii Muzycznej, zmarłemu już w 1929 r. "Niniejszym daruję skrzypce Antoniusza Stradivariusa z roku 1719 mojemu ukochanemu, wiernemu przyjacielowi Stanisławowi Barcewiczowi. Niech przez długie lata czaruje swą cudowną grą i niezrównanym tonem serca ludzkie". Kiedy dziesięć lat później zmarł sam Grohman, jego zbiory wraz ze stradivariusami zostały poddane procesowi spadkowemu. Część kolekcji trafiła do Muzeum Etnograficznego, Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego i Muzeum Narodowego w Warszawie. 28 marca 1939 r. prof. Stanisław Lorentz, ówczesny dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie poinformował Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, że Muzeum przyjęło w depozyt od wykonawców legatu ś.p. Henryka Grohmana pp. Jadwigi Trenklerówny i dyr. Jana Skotnickiego skrzypce Stradivariusa z 1789 r. Nie miały one jednak być eksponatem, a raczej służyć muzykom. Rodzina Grohmana ze skrzypiec Stradivariusa postanowiła uczynić fundację narodową im. Stanisława Barcewicza, której projekt zatwierdziło Ministerstwo Oświecenia w połowie 1939 roku. Opiekę nad skrzypcami miał sprawować Komitet Opiekuńczy Fundacji Muzycznej im. ś.p. Henryka Grohmana.  Z powodu wybuchu II wojny światowej nie udało się dopełnić formalności.

Podczas okupacji cennymi skrzypcami opiekował się muzealny konserwator Bohdan Marconi, zaufany współpracownik prof. Lorentza. Marconi je osobiście konserwował i "ogrywał". Z jego notatek wiadomo, że instrument był zachowany w stanie idealnym. Do chwili wybuchu powstania warszawskiego nikt z okupantów się nimi nie interesował.  Pod koniec lipca 1944 r. Bohdan Marconi w porozumieniu z prof. Stanisławem Lorentzem, schował skrzypce we wnęce na grzejniki pod schodami w sali kościelnej. W obawie przed niemiecką grabieżą wraz ze stradivariusami do skrytki włożono też inne cenne eksponaty m.in. emaile gołuchowskie i pasy słuckie. W połowie sierpnia 1944 r. Marconi trafił do obozu Sachsenhausen. Niemcy zaś w sposób bestialski traktowali dzieła sztuki. Te których nie wywieźli, to niszczyli. W swoich powojennych wspomnieniach Bohdan Marconi napisał, że zanim został wywieziony z Warszawy, słyszał jak niemieccy żołnierze grali na fortepianie Chopina i na skrzypcach. Podobną sytuację odnotował dyrektor Lorentz w prowadzonym przez siebie Dzienniku, a w połowie sierpnia napisał, że ukryte pod chodami obiekty zostały rozkradzione.

Kiedy w połowie 1945 r. Ministerstwo Kultury i Sztuki zaczęło weryfikować dokąd trafiły dzieła sztuki wywiezione przez Niemców z Warszawy, okazało się wiele zabytków trafiło do austriackiego zamku Fischhorn. Bohdan Urbanowicz, malarz i oficer latem 1945 roku w tymże Zamku odkrył jende z najcenniejszych zagrabionych obiektów m. in. Oryginał unii polsko – litewskiej z 1501 r., Autoportret Jana Matejki, W Altanie Aleksandra Gierymskiego, Bociany Józefa Chełmońskiego i wiele innych. Skrzypce autorstwa Antonio Stradivardiego po dziś dzień nie zostały odnalezione.

Zaginione skrzypce miały autentyczną kartkę Stradivariusa z datą "1719". Ich wymiary podane w inchach to długość - 9 ½, wysokość - 4/16, a grubość - 3/16. Jedyną przeróbką było wstawienie dłuższej szyjki, które było widoczne w miejscu złączenia oryginalnej główki z szyjką, choć było wykonane bardzo dobrze pod względem technicznym. Skrzypce miały oryginalny lakier w kolorze jasnobrązowo-czerwonym. Znajdowały się w pudle podwójnym, mahoniowym, wyrobu firmy HILL z Londynu i zabezpieczone były futerałem z rzemieniami i pokrowcem brezentowym. W tym samym pudle były również skrzypce ćwiczebne roboty Richerta oraz trzy smyczki - jeden okuty w złoto, grawerowany i z brylantem w główce, drugi wyrobu Tourte'a, a trzeci wyrobu Supot.

oprac. Marianna Otmianowska

ŚRODA, 14-12-2016 - CZWARTEK, 19-01-2017 

GALERIA NARODOWEGO CENTRUM KULTURY KORDEGARDA, WARSZAWA, UL. KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE 15/17

Wystawa odzyskanych obrazów Gierymskiego w Kordegardzie 

Aleksander Gierymski (1850 – 1901), młodszy brat innego artysty Maksymiliana Gierymskiego, wybitny polski malarz II połowy XIX wieku, wyjątkowy kolorysta, wpisuje się do pokolenia twórców, którzy świadomie zerwali z prymatem malarstwa historycznego kształtowanym przez Jana Matejkę. Gierymski wzrastał w środowisku monachijskim przełomu lat 60. i 70. XIX wieku pod wpływem profesorów bawarskiej ASP, a także przybywającej tam grupy polskich malarzy. Silna potrzeba niezależności i eksperymentowania skierowały jego uwagę na zjawiska optyczne zbliżające go do impresjonistów. Przelewanie na płótno światła i jego barwnych refleksów stało się jednym z najważniejszych zadań, jakie sobie postawił. Ich realizację odnaleźć można zarówno w namalowanych przez niego pejzażach, scenach rodzajowych przedstawiających życie ówczesnych miast, jak i ich historycznych stylizacjach, a także w studiach portretowych typów ludzkich.  

„Żydówka z pomarańczami”

olej/płótno, 66 x 55 cm., Muzeum Narodowe w Warszawie

Pierwsze studium olejne obrazu (obecnie zaginione) Gierymski wykonał na podstawie zdjęcia Konrada Brandla, słynnego ówczesnego warszawskiego fotografa. Jego koncepcja ewoluowała od rodzajowości do pogłębienia portretu psychologicznego. Ostatecznie powstały dwie wersje obrazu - zdecydowanie różniące się kolorystycznie, za to nieznacznie –kompozycyjnie. W centrum znajduje się kobieta oparta o metalową balustradę, za którą rozpościera się panorama Warszawy. Uznawana za wcześniejszą „Żydówka z cytrynami” znajdująca się w Muzeum Śląskim w Katowicach charakteryzuje się znacznie bardziej zgaszoną gamą kolorystyczną, zdominowaną przez czerwonawe brązy i delikatne szarości, niż późniejsza „Żydówka z pomarańczami” intensywniej nasycona barwami. Obie wersje powstały w latach 1880-81.

W 1902 roku obraz stanowił własność Marii Szlenkier. Na początku 1927 roku został wystawiony na sprzedaż w Domu Sztuki w Warszawie. 25 lutego 1928 roku dzieło zostało zakupione przez Muzeum Narodowe w Warszawie.

„Portret mężczyzny w renesansowym stroju”

olej/deska mahoniowa, 35 x 26,7 cm., Muzeum Narodowe w Warszawie

Obraz powstał w czasie pracy nad innym znanym płótnem pędzla Aleksandra Gierymskiego „Sjestą włoską”, a umieszczenie sygnatury z datą 1882, mogło mieć związek z wystawieniem dzieła w tym właśnie roku w warszawskiej Zachęcie.

Portret uważany jest za studium postaci, mającej pojawić się na obrazie „Sjesta włoska” przedstawiającym scenę koncertu na tarasie pałacu z udziałem patrycjuszy w strojach renesansowych. Był to ostatni w twórczości Gierymskiego przykład czerpania inspiracji z malarstwa dawnych mistrzów – weneckich kolorystów czasu renesansu, a zwłaszcza Tycjana i Tintoretta.

W 1882 roku w czasie wystawy w Zachęcie obraz zakupił Henryk Dziewulski. W listopadzie 1928 roku portret był własnością Marii Reicherowej, która 6 września 1939 roku zdeponowała swoją kolekcję w MNW.

„Chłopiec niosący snop” albo „Chłopiec w słońcu”

olej/płótno, 94 x 77 cm, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Obraz powstał między latem 1893, a jesienią 1894 roku, kiedy Gierymski przebywał w Krakowie, wyjeżdżając stamtąd na plenery do Bronowic.

Samotna postać chłopca bosymi stopami stąpającego po rżysku umieszczona została na osi symetrii obrazu na tle przesyconego słońcem, skąpego w detale krajobrazu. Kompozycja może wskazywać, że właściwy temat stanowi malarskie zestrojenie walorów plastycznych postaci i pejzażowego tła. Dzieło jest przykładem wielkiego talentu i pracowitości Aleksandra Gierymskiego. Przy bliższym przyjrzeniu się detalom widać finezyjnie prowadzony dukt pędzla i traktowanie przez artystę płótna niczym paletę.

W lipcu 1894 roku Gierymski zaprezentował obraz na dorocznej wystawie w monachijskim Glaspalast, a w grudniu 1895 – w Künstlerhaus w Wiedniu na wystawie kolekcji hr. Ignacego Korwin Milewskiego, swojego mecenasa.

Bankructwo owego mecenasa po I wojnie światowej spowodowało rozproszenie dzieł z kolekcji – także i Gierymskiego. Na początku lat 30. XX wieku obraz kupił finansista Henryk Aschkenazy.

oprac. Marianna Otmianowska

 

fot. Karol Kowalik/MNK

 

Dzięki współpracy małopolskiej policji i resortu kultury odnaleziono zaginione w czasie wojny arcydzieło Maksymiliana Gierymskiego "Zima w małym miasteczku". Dzieło, namalowane w 1872 r., przed wojną stanowiło ozdobę krakowskich sukiennic.

24 listopada br. obraz odnaleźli i zabezpieczyli na terenie Krakowa funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Wiadomo, że w grudniu 1939 r. dzieło zostało skonfiskowane przez Kajetana Mühlmanna - specjalnego pełnomocnika ds. zabezpieczenia dzieł sztuki w Generalnym Gubernatorstwie, który osobiście wybrał je do dekoracji swojego gabinetu. Obraz zawisł wówczas w gmachu Akademii Górniczej. Kiedy do budynku w lutym 1945 r. weszli pracownicy Muzeum pokój był spalony, a obrazu nie było w  środku. Wobec tego uznano, że dzieło Gierymskiego strawił pożar.

Bezcenne dzieło odnalezione i zabezpieczone

Obraz uznany został za stratę wojenną. W spisanych po wojnie wspomnieniach Dyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie Feliksa Kopery, obraz ten uznany został za jedno z najcenniejszych zrabowanych dzieł polskiego malarstwa z kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie. Losy obiektu pozostawały nieznane, aż do 20 listopada, kiedy to małopolska policja otrzymała sygnał odnośnie obecności obrazu w rękach prywatnych. Po konsultacjach z resortem kultury, Wydział Kryminalny KWP w wyniku działań operacyjnych ustalił posiadacza płótna.

24 listopada małopolska policja wraz z przedstawicielem MKiDN zabezpieczyła bezcenne dzieło sztuki. W wyniku oględzin ustalono, że obraz został wycięty z ramy i najprawdopodobniej przez ponad 70 lat był nieprzerwanie przechowywany zwinięty w rulon, na co wskazują charakterystyczne spękania i ubytki warstwy malarskiej. Obraz  został złożony w depozyt w Muzeum Narodowym w Krakowie. 

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Wydział Dochodzeniowo-Śledczy KWP Kraków pod nadzorem  Prokuratury Rejonowej Kraków Podgórze.

Efekt współpracy MKiDN z policją

Odnalezienie tej bezcennej straty wojennej jest owocem wzorcowej współpracy MKiDN z małopolską policją. Jest to już drugi obraz zabezpieczony na terenie tego województwa w tym miesiącu. Na początku listopada funkcjonariusze KMP w Nowym Sączu wraz z Wydziałem Kryminalnym  KWP w Krakowie zajęli obraz Kazimierza Sichulskiego "Obrona Lwowa", który przed wojną zdobił wnętrza Pensjonatu "Lwigród" w Krynicy.

Sprawa obrazu Maksymiliana Gierymskiego to bezprecedensowy przykład sprawnych i skutecznych działań policji, której świadomość i wrażliwość na tematykę polskich strat wojennych jest nie do przecenienia. Należy podkreślić, że od pierwszego sygnału o obrazie do zabezpieczenia minęło zaledwie 5 dni.  

Dzięki współpracy policyjnych koordynatorów z resortem kultury udaje się odnaleźć na terenie kraju coraz więcej dzieł zaginionych w wyniku II wojny światowej. Odnalezione płótno to jedno z najważniejszych dzieł malarstwa polskiego utracone w wyniku II wojny światowej.

 

800 zabytków pochodzących z przedwojennej kolekcji pozaeuropejskiej Miejskiego Muzeum Etnograficznego, zagrabionej podczas II wojny światowej przez niemieckiego okupanta, można oglądać w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi. 15 września otwarto wystawę czasową pod tytułem "Utracone – odzyskane. Ciąg dalszy…".

Na wystawie zaprezentowane zostały zabytki etnograficzne, ocalone bądź odzyskane na przestrzeni lat. Za ich pośrednictwem ukazana została historia zdobywania kolekcji (możliwość obejrzenia oryginalnych dokumentów, korespondencji z podróżnikami), jej losy wojenne, a także powojenne starania o odzyskanie, czynione przez kolejnych dyrektorów placówki. Zwieńczeniem wystawy jest ostatni sukces MAiE oraz Wydziału do spraw Strat Wojennych w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego za Granicą i Strat Wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a więc restytucja 337 obiektów z Instytutu Etnologii Uniwersytetu w Getyndze im. Georga Augusta, która miała miejsce w maju 2016 r. Eksponatom przywrócono dawny blask, za sprawą zabiegów konserwatorskich, które zostały sfinansowane przez MKiDN.

Wystawa potrwa do 31 grudnia 2017 r. 

więcej o odzyskaniu kolekcji etnograficznej z Getyngi

Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych powstało w 1860 roku i postawiło sobie za zadanie organizowanie wystaw, dokonywanie zakupów najznakomitszych dzieł sztuki w celu stworzenia narodowej kolekcji i udzielanie stypendiów młodym artystom, a także podnoszenie społecznej świadomości poprzez coroczne premie – nagrody w formie reprodukcji dzieł sztuki przyznawane publiczności.Kolekcja sztuki polskiej Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie zapoczątkowana została w 1861 roku obrazem „Śmierć Barbary Radziwiłłówny” Józefa Simmlera. W największej sali, do dziś nazywanej Matejkowską wisiały dzieła tegoż artysty, m.in. „Bitwa pod Grunwaldem”, a do zbiorów Towarzystwa należały także obrazy tak znane, jak „Kuropatwy” Józefa Chełmońskiego, czy „Altana” Aleksandra Gierymskiego.

Dopiero w latach 1898–1900 dzięki wielkiej ofiarności społecznej powstał zaprojektowany przez znanego i cenionego warszawskiego architekta, Stefana Szyllera, gmach Zachęty w centrum Warszawy, u zbiegu ulic Mazowieckiej i Królewskiej. Elegancki, neorenesansowy miejski pałac został ozdobiony rzeźbionym frontonem z dedykacją ARTIBUS – sztukom.

W 1939 roku gmach Towarzystwa zajęli okupanci. W 1940 roku, ówczesny kustosz Muzeum Narodowego, dr Jerzy Sienkiewicz, by ratować kolekcję Zachęty przewiózł ją do Muzeum Narodowego.

Przekazane w depozyt zbiory malarskie liczyły około 1000 pozycji skatalogowanych i tyle samo depozytów wystawców. Zbiór graficzny obejmował rysunki polskie luźne i wklejone w albumy – ponad 2200 sztuk, rysunki obce – 500 sztuk, ryciny, liczną kolekcję wydawnictw graficznych polskich i obcych. Archiwum Zachęty zostało w latach 1939-45 niemal całkowicie zniszczone.

Dwoma obrazami Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem” oraz „Kazanie Skargi” wywiezionymi z warszawskiego gmachu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych 9 września 1939 roku zajął się prof. Władysław Woyda, intendent Muzeum Lubelskiego. Do kwietnia 1941 roku obrazy kamuflowane były w Muzeum Lubelskim, a potem w szopie taborów miejskich, gdzie przetrwały bezpiecznie do końca wojny. Z kolei „Konstytucja 3 maja” autorstwa Jana Matejki ukryta została przed Niemcami w gmachu Zachęty – za zamaskowanymi drzwiami Sali Matejki, potem – w stropie nad holem, dzięki czemu bezpiecznie przetrwała wojenną zawieruchę.

Ocalała część zbiorów Zachęty weszła w skład obecnych zbiorów Muzeum Narodowego, lecz duża partia uległa rozproszeniu i zniszczeniu.

Dawna kolekcja została rozdzielona między różne działy warszawskiego Muzeum Narodowego: malarstwa polskiego, rysunku polskiego, dokumentacji, rysunku obcego, malarstwa obcego i bibliotekę. Wzbogaciły także Galerię Portretu Polskiego w Wilanowie, jako depozyt.

Chociaż gmach Zachęty, jako jeden z nielicznych w śródmieściu Warszawy, przetrwał II wojnę światową, charakter instytucji uległ zmianie. Po przekazaniu dzieł do Muzeum Narodowego, w pustym gmachu powołano w 1949 roku Centralne Biuro Wystaw Artystycznych, przekształcone po 1989 roku w Państwową Galerię Sztuki Zachęta. W tym samym roku reaktywowane zostało Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych.

Wywóz dzieł sztuki z gmachu Zachęty przez Niemców

Stefan Bałuk - (1948). "Wspomnienia Spadochroniarza". Kalendarz Warszawski - ilustrowany rocznik poświęcony Warszawie: 185-196

żródło: wikipedia

fot. D. Matloch

Utracony w czasie II wojny światowej obraz Roberta Śliwińskiego „Ulica wraz z ruiną zamku” został odzyskany dzięki współpracy MKiDN i FBI. 29 listopada 2017 r. w siedzibie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego odbyło się uroczyste przekazanie dzieła Muzeum Narodowemu we Wrocławiu z udziałem wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotra Glińskiego oraz ambasadora USA w Polsce Paula W. Jonesa.

Odzyskane dzieło jest przykładem XIX-wiecznego malarstwa śląskiego i ukazuje wiejską uliczkę oraz górujące nad okolicą ruiny zamku. Autorem obrazu jest Robert Śliwiński (1840 - 1902). W 1870 r., po studiach w Akademiach Sztuk Pięknych we Wrocławiu i Frankfurcie, przeniósł się na stałe do Wrocławia, gdzie miedzy innymi prowadził własną szkołę malarstwa dla kobiet. Malował przede wszystkim pejzaże z okolic Frankfurtu, wybrzeży Bałtyku oraz z okolic Wrocławia, Karkonoszy czy Kotliny Jeleniogórskiej. Zajmował się także malarstwem rodzajowym, portretem i litografią.

Losy dzieła

Obraz został zakupiony do zbiorów Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu w kwietniu 1939 roku od rodziny Fischer-Dieskau z Berlina. Dzieło było wystawiane dwukrotnie. Jeszcze na początku 1939 roku obraz jako wypożyczony eksponat prezentowany był na organizowanej przez Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu wystawie poświęconej śląskim pejzażom. W 1941 roku zaś obraz zdobił wystawę malarstwa w Bytomiu.

Dzieło Roberta Śliwińskiego pozostawało w zbiorach Muzeum do lipca 1942 r. kiedy to zostało ewakuowane przez niemiecką administrację z Wrocławia do składnicy dóbr kultury w Kamieńcu Ząbkowickim na Dolnym Śląsku. W Archiwum Muzeum Narodowego we Wrocławiu zachował się spis ewakuacyjny, w którym wymieniono także obraz Śliwińskiego. Dalsze losy obiektu pozostawały nieznane.

Obiekt uznany za zaginiony

Na mocy przepisów prawa międzynarodowego, po tym jak Wrocław po zakończeniu II wojny światowej znalazł się w granicach Polski, strona polska stała się sukcesorem spuścizny materialnej miasta, a co za tym idzie, również utraconych zbiorów artystycznych.

Obiekt po wojnie został uznany za zaginiony, a dzieło zostało zarejestrowane w bazie strat wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako strata Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Karta obrazu została także udostępniona na stronie internetowej ministerstwa poświęconej stratom wojennym www.dzielautracone.gov.pl.

fot. D. Matloch

Dzieło odnalezione i odzyskane

Dzieło zostało odnalezione w lutym 2017 r., kiedy to MKiDN zostało poinformowane, że wystawił je na internetowej aukcji antykwariat z Pensylwanii w USA. Po potwierdzeniu tożsamości obiektu, o sprawie zostało poinformowane FBI, które w krótkim czasie zabezpieczyło obraz.

Nadal zaginiony pozostaje drugi obraz Roberta Śliwińskiego „Wiejski strumyk”, zakupiony do kolekcji Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu razem z „Ulicą wraz z ruiną zamku”.

 

Grabież, kradzież, bestialstwo. Te niezwykle mocne w swoim wyrazie słowa usztywniają słuchającego. Warto wiedzieć, że od wielu lat toczą międzynarodowe sprawy związane z utraconymi w wyniku działań wojennych dziełami sztuki. Trudno oddać słowami i liczbami jak ciężka praca jest w to wkładana. Jeszcze trudniejsze może być opisanie sytuacji z ostatnich tygodni przed wojną w 1939 roku. Należy pamiętać, że w obliczu nadciągającej zawieruchy muzealnicy w Polsce musieli sami troszczyć się o ratowanie dzieł sztuki.

W Europie zachodniej proces zabezpieczenia dzieł sztuki i planów ewakuacji na wypadek wojennego kryzysu rozpoczął się jeszcze w 1938 roku. Największe brytyjskie muzea zostały zamknięte 23 sierpnia 1939 roku, a muzealnicy przeprowadzili się na prowincję, aby mieszkać w sąsiedztwie składnic i sprawować osobista pieczę nad zbiorami.

W końcu czerwca 1939 roku w Gdyni w czasie obrad XV Zjazdu Związku Muzeów dyskutowano nad zabezpieczeniem i ewakuacją zbiorów na wypadek wojny.

Ustalono, że należy przeszkolić personel muzealny i określić jego funkcje w nowych warunkach, wzmocnić wzajemne kontakty muzeów, a także łączność z prywatnymi kolekcjonerami. Stwierdzono, że należy kolekcje zabezpieczyć, wyselekcjonować najcenniejsze zabytki oraz przygotować skrzynie do ich zapakowania. Zadysponowano zbieranie dokumentacji fotograficznej i rysunkowej zabytków muzealnych. Ufając jednak w moc traktatów muzealiów jednak nie zabezpieczono, przewidując, że w razie konieczności zostaną one zdeponowane w magazynach utworzonych w warszawskich fortóach Legionów, Sokolnickiego i Traugutta, w podziemiach Zamku Ujazdowskiego, w poaustriackich fortyfikacjach Krakowa, w twierdzy przemyskiej oraz w nowym budynku muzealnym w Lublinie.

W praktyce program uchwalony w Gdyni realizowany był jedynie w Muzeum Narodowym w Warszawie i to w zasadzie głownie dzięki Stanisławowi Lorentzowi, ówczesnemu dyrektorowi Muzeum Narodowego w Warszawie i jego współpracownikom, między innymi Janowi Morawińskiemu.

„(…) sprawą ochrony mienia musieliśmy zająć się sami (…) w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego na tematy związane z ochroną muzeów, dzieł sztuki i zabytków przeszłości w razie wojny konferowaliśmy głównie z naczelnikiem Wydziały Sztuki Władysławem Zawistowskim i referentką ds. muzealnych dr Jadwigą Przeworską. Rozważaliśmy budowę schronów – okazało się to w ogóle nierealne. Chcieliśmy otrzymać od władz naczelnych przynajmniej dyrektywę, czy należy starać się zabezpieczyć zbiory na miejscu w gmachach muzealnych, czy też przewozić je do pomieszczeń poza wielkimi skupiskami ludności, ale nie uzyskaliśmy żadnej dyrektywy. W rezultacie postanowiliśmy, że każdy będzie na własną rękę czynił przygotowania w ramach własnych możliwości” – notował Stanisław Lorentz we wspomnieniach.

Muzea warszawskie – w odróżnieniu od położonych przy granicy Zachodniej, które ewakuowały najcenniejsze zbiory w kierunku wschodnim,  ograniczyły się do złożenia 25 sierpnia 1939 roku swoich zbiorów w magazynach, gdyż Warszawę uznano za miasto bezpieczne.

W Krakowie działania zabezpieczające podjął magistrat i jego instytucje muzealne. Decyzja o ewakuacji skarbów wawelskich zapadła dwa tygodnie przed wybuchem wojny, na specjalnym posiedzeniu komisji konserwatorskiej. Dzieła planowano wywieźć na wschód (w porozumieniu z Kancelarią Cywilną Prezydenta RP), ale wobec braku instrukcji z Warszawy co do losów spakowanych dzieł - pracownicy muzeum sami podjęli się ich ratowania.Opiekunami wawelskich skarbów zostali kustosz Stanisław Świerz-Zaleski oraz architekt Józef Krzywda-Polkowski.

Wobec braku środków transportu, postanowiono wywieźć z Krakowa jedynie obiekty najważniejsze dla kultury polskiej: ołtarz Wita Stwosza z kościoła Najświętszej Marii Panny, obraz Jana Matejki „Hołd Pruski” z Muzeum Narodowego w Krakowie oraz zbiór arrasów i cenniejszych zabytków z Zamku Królewskiego na Wawelu. Spakowane zbiory umieszczono w 21. skrzyniach i 8. rulonach. Poza największą na świecie kolekcją 136. tapiserii, z Krakowa wywieziono także insygnia koronacyjne polskich królów, bezcenne wyroby ze srebra, złota, hetmańskie buzdygany, kolekcje broni. Skarby zostały spławione w dół Wisły barką, zbombardowaną w okolicach Kazimierza Dolnego. Następnie ładunek przewieziono ciężarówkami do Rumunii, skąd przez Włochy dotarł do Francji (Watykan odmówił przechowania dzieł). Po kapitulacji Francji dzieła przetransportowano do Anglii, wreszcie, w 1940 roku – do Kanady pod pokładem polskiego statku MS „Batory”.

Z kolei dwoma niezwykle cennymi obrazami Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem” oraz „Kazanie Skargi” wywiezionymi z warszawskiego gmachu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych 9 września 1939 roku w postaci zrolowanych, nawiniętyc na wałki płócien zajął się prof. Władysław Woyda, intendent Muzeum Lubelskiego. Do kwietnia 1941 roku obrazy ukryte były w Muzeum Lubelskim, a potem w szopie taborów miejskich, gdzie przetrwały bezpiecznie do końca wojny owinięte papą i umieszczone pod podłogą.

Zaniechanie stosownych działań przez przedwojenne władze jeszcze przez wiele lat będzie miało swoje konsekwencje. Część obiektów udało się odzyskać w wyniku prowadzonej po wojnie na szeroką skalę akcji rewindykacyjnej, lecz wiele nadal pozostaje nieodnalezionych. Na początku lat 90. ubiegłego wieku, powrócono do dokumentowania strat wojennych. Obecnie, w specjalnie utworzonej ogólnopolskiej bazie danych MKiDN zarejestrowano około 63. tysiące pozycji – liczba ta jednak nie jest ostateczna.

Zgromadzone informacje są nie tylko punktem wyjścia do działań restytucyjnych, ale dają możliwość weryfikacji obiektów stanowiących obecnie przedmiot handlu, chroniąc potencjalnego nabywcę przed kupnem dzieła o wątpliwej proweniencji. Prowadzone sprawy restytucyjne są długotrwałe, a przede wszystkim możliwe dopiero po ustaleniu miejsca przechowywania dzieła.

Resort kultury zaangażowany jest aktualnie w sprawy restytucyjne na terenie USA,Wielkiej Brytanii, Niemiec, Rosji, Włoch i prowadzi także kilkanaście spraw w Polsce.

oprac. Marianna Otmianowska

Przedsięwzięcie to, już po raz ósmy, realizuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wraz ze Stowarzyszeniem Komunikacji Marketingowej SAR, przy wsparciu Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów. Głównym założeniem projektu jest poszukiwanie nowych sposobów popularyzowania wiedzy o polskich stratach wojennych w dziedzinie dóbr kultury. 

Film, już tradycyjnie, utrzymany jest w konwencji komiksu i animacji, co nie tylko podnosi walor artystyczny filmu, ale też czyni fabułę szczególnie intrygującą. Produkcja  realizowana jest przy zaangażowaniu i pod nadzorem merytorycznym Wydziału Strat Wojennych Departamentu Dziedzictwa Kulturowego za Granicą i Strat Wojennych.

Niniejszy film zaprezentuje wojenne losy najważniejszych polskich zabytków – unikatowej w skali światowej kolekcji arrasów wawelskich i insygniów koronacyjnych.  Najcenniejsze dzieła sztuki przejęte przez Niemców w czasie II wojny światowej na terenach okupowanej Polski, zostały włączone do specjalnego katalogu zatytułowanego „Sichergestellte Kunstwerke im Generalgouvernement”. We wstępie do katalogu „Sichergestellte” podkreślono, że Specjalny Komisarz ds. Zabezpieczenia Dzieł Sztuki na Wschodnich Terenach Okupowanych przeprowadził – trwającą sześć miesięcy – operację, dzięki której udało się „uzyskać informacje odnośnie miejsc, w których znajdują się wszystkie dzieła sztuki, z jednym jedynym wyjątkiem: kolekcji flamandzkich gobelinów z krakowskiego zamku. Zgodnie z najnowszymi doniesieniami znajdują się one we Francji, tak więc będzie możliwe ich zabezpieczenie w późniejszym terminie”. To jak z narażeniem życia polscy muzealnicy wywieźli arrasy do Francji oraz ich dalszą brawurową ucieczkę przez ocean do Kanady prezentuje tegoroczny film.

Link do Filmu

 

fot. Zdjęcie z katalogu wystawy Siemiradzkiego, która odbyła się w warszawskiej Zachęcie latem 1939 r.

 

W londyńskim domu aukcyjnym Sotheby’s wśród dzieł malarstwa rosyjskiego został wystawiony na sprzedaż obraz Henryka Siemiradzkiego „Taniec wśród mieczów”. Wystawiona na aukcji wersja kompozycji jest tożsama z tą zarejestrowaną w bazie strat wojennych MKiDN. Wydział ds. Strat  Wojennych sprawdza teraz wojenne losy obiektu oraz podjął działania mające na celu jego wycofanie ze sprzedaży.

Henryk Siemiradzki (1843-1902) wybitny malarz, reprezentant akademizmu, przez całe życie czuł się Polakiem pomimo przypisywania mu rosyjskiej narodowości. Tworzył obrazy o tematyce antycznej i chrześcijańskiej, co przełożyło się na jego dużą popularność. Jednym z jej objawów są aż cztery znane wersje obrazu „Taniec wśród mieczów”. Jedna z nich, z 1881 roku, znajduje się w Galerii Tretiakowskiej w Moskwie, natomiast mniejsza kompozycja z 1887 r. została sprzedana na aukcji w Sotheby’s w Nowym Jorku, ustanawiając rekord aukcyjny dla jej twórcy.

Obraz obecnie wystawiony na aukcji, jest najmniejszą ze znanych wersji przedstawienia i najbardziej z nich szkicową. Był prezentowany w warszawskiej Zachęcie na wystawie monograficznej Henryka Siemiradzkiego latem 1939.Został odnaleziony dzięki monitorowaniu rynku dzieł sztuki przez Wydział Strat Wojennych oraz współpracy z Fundacją Communi Hereditate.

Aukcja obrazu planowana jest na 28 listopada.

 

Leon Wyczółkowski (1852-1936) związany z Muzeum Miejskim w Bydgoszczy od początku istnienia placówki, czyli od 1923 roku, ofiarował tej instytucji bogaty zbiór sztuki wschodniej już w 1924 r. Jeszcze za życia artysty jedną z sal muzealnych poświęcono jego twórczości, a w 1923 r. i w 1934r.  zorganizowano Mu wystawy. Kolekcja wzbogaciła się po śmierci artysty, kiedy w 1937 roku jego żona, Franciszka zgodnie z ostatnią wolą męża, przekazała miastu 425 prac, w tym jego: 5 obrazów olejnych, 70 akwareli, 8 temper, 13 pasteli, 58 rysunków kredą, 54 rysunków tuszem, 4 rysunki węglem, 5 rysunków ołówkiem, 64 innych rysunków, 496 szkiców i rysunków w 15 szkicownikach, 129 grafik (akwaforty, litografie).

 

Zbiór zawierał prace z różnych okresów twórczości artysty, od dzieł z wczesnej młodości - po ostatnie lata życia. W darze Franciszki Wyczółkowskiej znalazły się także pamiątki osobiste i wyposażenie pracowni. 16 sierpnia 1939 roku kolekcja dzieł Wyczółkowskiego wzbogaciła się o kolejny depozyt złożony przez wdowę - 35 prac jej męża.

 

Jeszcze przed wybuchem wojny, w sierpniu 1939 roku rozpoczęto przygotowania do ewakuacji dzieł. Część prac Wyczółkowskiego trafiła do trzech skrzyń i wraz z innymi dobrami kultury przewieziona została do piwnicy mieszczącej się w budynku położonym przy ul. Szwedzkiej 5 (obec. ul. Podgórna). Po przejęciu w Bydgoszczy władzy przez okupanta (nadzór merytoryczny nad muzeum pełnił prof. dr Willi Drost z Gdańska) Niemcy zdecydowali, że skrzynie mają powrócić do budynku Muzeum. Wiosną 1940 roku zbiory przewieziono do budynku Lombardu przy ul. Löwenstrasse (obec. ul. Pocztowa). W roku 1943 zapadła decyzja o ich przetransportowaniu do okolicznych dworów i pałaców uważanych za względnie bezpieczne. Do Piotrkówka zostało wywiezionych 175 prac Wyczółkowskiego, do Trzcińca – 61, do Dębowa – 59 a do Kawęcina – 19[1].

 

Dzięki badaniom Anny Pruss – Świątek i Anny Kaszubowskiej udało się ustalić, że w wojennej zawierusze zaginęło 149 dzieł Wyczółkowskiego, w tym 10 prac zakupionych od samego autora oraz innych osób prywatnych, a także depozyty przekazane Muzeum przez Franciszkę Wyczółkowską. Wywiezionych zostało 15 prac stanowiących depozyt (jedną z nich złożono w imieniu Stadtsparkasse). Nie wiadomo, co stało się z pozostałymi 21. pracami przekazanymi przez Wyczółkowską w sierpniu 1939 roku. Były to: „Prof. Rüdiger w otoczeniu asystentów” (olej), „Pracownia – pusty fotel” (akwarela), „Stary dworek” (tusz), „Autoportret w kapeluszu” (prószony), oraz autolitografie (niektóre podwójne): „Chełmno – Ratusz”, „Grusza kwitnąca”, „Jabłoń kwitnąca”, „Śliwy kwitnące”, „Suche drzewo”, „Dęby”, „Drzewo kwitnące”, „Kwiaty”, „Kraków – Kościół N.M.P.”, „Z ołtarza Wita Stwosza”, „Autoportret”, „Chrystus wawelski” (autolitografia kolorowa), „Chrystus w adoracji świętych” (druk kolorowy). [2]

 

Ich losy pozostają nieznane.

 

Na podstawie materiałów Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy dostępnych na www.wyczolkowski.pl

 

W powyższym tekście wykorzystano m. in. informacje pochodzące z artykułu Anny Pruss – Świątek i Anna Kaszubowskiej pt. Darowizna Franciszki Wyczółkowskiej dla Gminy miasta Bydgoszczy dostępnego w pełnej wersji na: http://wyczolkowski.pl/zwiazek_z_bydgoszcza

 


 

[1] A. Pruss – Swiątek, A. Kaszubowska, Darowizn Franciszki Wyczółkowskiej dla Gminy miasta Bydgoszczy, http://wyczolkowski.pl/zwiazek_z_bydgoszcza

 

[2] Ibidem.

 

 

Oprac. Marianna Otmianowska

 

Anemony, 1924

VLIEGER kol mniejszy

 

 

 

 

 

 

Wybitny siedemnastowieczny pejzaż marynistyczny pochodzi z jednej z przedwojennych warszawskich kolekcji prywatnych. Pierwsza zachowana w źródłach wzmianka o obrazie widnieje w odręcznych notatkach konserwatora malarstwa Bohdana Marconiego sporządzonych w maju 1944 r. Podczas renowacji zabytku Bohdan Marconi wykonał fotografię obrazu, która przetrwała w zasobach archiwum Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Jak wynika z powojennych archiwaliów, obraz ten został zrabowany w okresie powstania warszawskiego przez szefa wydziału propagandy Generalnego Gubernatorstwa Wilhelma Ohlenbuscha i wywieziony do miejscowości Oldenburg pod Hamburgiem .Po wojnie obraz Vliegera został uznany za stratę wojenną i opublikowany w 1953 r. w anglojęzycznym opracowaniu Catalogue of Paintings Removed from Poland by the German Occupation Authorities During the Years 1939-1945, t.1, Foreign Paintings. Dzieło zarejestrowano także w bazie danych dóbr kultury utraconych w wyniku II wojny światowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pod numerem 38257 oraz w w bazie Interpolu Stolen Works of Art. Dzieło sztuki zostało również opublikowane w 2000 r. w katalogu Straty wojenne. Malarstwo obce.

Losy zabytku pozostawały nieznane do maja 2016 r., kiedy to przedstawiciel londyńskiej firmy The Art Loss Register przesłał do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego prośbę o weryfikację obiektu, który pojawił się w ofercie antykwarycznej jednego z niemieckich domów aukcyjnych. Na podstawie dokumentacji dostarczonej przez MKiDN, obiekt został wycofany z aukcji. Tożsamość obrazu potwierdzono w trakcie oględzin na podstawie ekspertyzy opartej na analizie porównawczej okazanego obrazu z przedwojenną fotografią utraconego dzieła sztuki oraz na nieinwazyjnych badaniach konserwatorskich lica i odwrocia zabytku.

Po półrocznych negocjacjach z obecnym posiadaczem udało się dojść do polubownego załatwienia sprawy i doprowadzić do zwrotu obrazu stronie polskiej. Sprowadzenie obrazu do Polski wsparli również Panowie Roman Kruszewski i Witold Konieczny.   

 

 

 

 

 

 

Medal "Gloria Artis" dla konserwator Anny Lewandowskiej

Podczas uroczystości Anna Lewandowska - konserwator w Dziale Konserwacji Malarstwa na Płótnie MNW, od lat zaangażowana w proces odzyskiwania zrabowanych w czasie II wojny światowej dzieł sztuki - została uhonorowana przez ministra srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

fot. Danuta Matloch